Faraona czas zacząć: hazard i moralność w XVIII wieku
W paryskich arkadach Palais Royal, wielkim „shopping mall” należącym do księcia orleańskiego, które raczej wypada nazwać pierwszym europejskim centrum rozrywkowym, mieściło się w przededniu rewolucji blisko 200 kawiarni, sklepów, czytelni, a w salach i gabinetach na piętrze funkcjonowała setka kasyn i domów gry. Nawet w nieco prowincjonalnej (w stosunku do innych europejskich stolic) Warszawie obserwator życia towarzyskiego dostrzegał w połowie stulecia, że „gry karciane nadzwyczaj hazardowe. Góry złota tu nagromadzone widać, z czego też niesnaski powstają”, a inny, kilkadziesiąt lat później dodawał , że „wszystkie gry hazardowe są w używaniu. Stawki dochodzą do nadzwyczajnych sum, a gdy wino głowy obałamuci, gra staje się niesłychanie namiętną. W towarzystwach liczniejszych małe kółka, złożone z panienek i dzieci, zabawiają się w faraona”. Uwagi te podsumowywał wyliczając, że w 1781 r. w Warszawie wprowadzono do obiegu 22 697 talii kart francuskich [1] .
Stolicą hazardu była jednak Wenecja. Symbolem domów gry, tzw. bische, było sławne Ridotto San Moise, wielkie kasyno, w którym do czasu zamknięcia go w 1774 r. przez władze republiki królował w masowej skali karciany hazard. Przy stołach do gry spotykały się wszystkie warstwy społeczne (ale w maskach), gra stawała się „przedsionkiem demokracji”, ale także prowadziła do ruiny finansowej. Karty wykreowały nie tylko postać zawodowego oszusta, szulera – jakim był na przykład Józef d’Affiglio (vel Mercati), znajomy Glucka i Casanovy, cesarski oficer i teatralny impresario w Wiedniu, który wiódł żywot barwny i obracał się w najlepszym towarzystwie, ale aresztowany w 1779 r. (za długi – zmorę graczy w faraona) zmarł jako galernik. Gra w karty stała się elementem stylu życia i odrębnym sposobem spędzania czasu, a w wielu przypadkach modelowała też kariery. Michał Walicki herbu Łada, szlachcic z mińskiego, niezwykle utalentowany gracz, czyli świetny szuler, zasłynął ze swoich zdolności w Londynie i Paryżu, aby doczekać się potem (w 1789 r.) nadań polskich orderów i akceptacji w warszawskim towarzystwie.
Hazard cieszył się powodzeniem i zyskał przyzwolenie, generował nowe przekroje środowiskowe, był czynnikiem socjalizacji oraz zaspokajał różne psychologiczne potrzeby grających. We Francji królował brelan, gra w trzy karty, znana już od początków XVII wieku, której zasady przypominają pokera, wymagająca zimnej krwi, zdolności blefowania oraz kombinacyjnego myślenia. Diderot, który poświecił jej hasło w redagowanej przez siebie Encyklopedii, ostrzegał przed jej rujnującymi skutkami. Konkurentem – o ogólnoeuropejskim zasięgu – był faraon, gra indywidualnych decyzji, pozbawiona wymogu (i sztuki) blefowania, uzależniona tylko od wysokości stawki i od podejmowanego ryzyka [2]. W brelan grywało po kilka osób, w faraona graczy mogło być więcej. W pierwszym przypadku nasuwa się wizerunek salonu i wąskiego grona ryzykantów, w drugim – kasyna, fabryki hazardu.
Można to ująć także w kategoriach geografii gry: jeśli wenecki sposób uprawiania hazardu o wysokie stawki miał walor demokratyzujący, to np. we Francji czy w Anglii przyjął się model odwrotny, elitarny i reglamentowany pozycją społeczną. Z tego może powodu karierę robił faraon – gra wielu indywidualistów, gotowych ryzykować ponad miarę swoich możliwości finansowych, w imię ostentacji i pokazu, skuszonych także i tym, że osoba trzymająca bank mogła w ciągu jednego wieczoru zyskać znaczną fortunę.
W Londynie, gdzie prawo zakazywało publicznej gry, toczyła się ona w zaciszu domów prywatnych oraz w zamkniętych klubach dla dżentelmenów. Członkostwo było reglamentowane, a wpisowe odpowiednio wysokie. Najstarszy londyński klub towarzyski, gdzie grano w faraona – u White’a przy ulicy St. James – otwarto w 1736 r. na miejscu dawnej pijalni czekolady. Konkurował z nim usytuowany przy tej samej ulicy klub należący do Williama Brookes’a. W 1764 r. liczył 141 członów, a w 1799 r. już 450 , z których każdy opłacał 10 gwinei rocznego wpisowego. Członkami klubu byli m.in. książę Walii oraz lider opozycji Charles Fox (zapisał się mając 16 lat), podobno zadłużony przy stołach gry na astronomiczną kwotę 140 tys. funtów. Bywalcami byli także sławny malarz Joshua Reynolds, pisarz i polityk Richard Sheridan, oraz aktor i producent teatralny Dawid Garrick. O setki tysięcy funtów grywano także w klubie Williama Almack’a, byłego kamerdynera księcia Hamilton, który otworzył swój przybytek gry przy prestiżowej Pall Mall (najpierw prowadził kawiarnię) i w 1762 r. miał już 88 stałych członków. Na tej samej ulicy działał klub Edwarda Boodle’a, gdzie grano bez ograniczeń, a ponadto organizowano prywatne obiady, których smak doceniał m.in. wybitny historyk starożytności Edward Gibbon.
Elegancka Pall Mall była mekką klubistów, hazardzistów i bywalców kawiarni. Pod numerem 51, tuż obok klubu Boodle’a mieścił się dom należący do płk. Johna Scotta, szkockiego posła do parlamentu i zapamiętałego gracza, o którym napisano , iż to „charakter równy, niczemu się nie poddający, a w grze osąd lepszy od innych”. Gazeta zrelacjonowała, iż kiedy pułkownik dowiedział się, że żona powiła mu córkę, podwoił stawkę „aby dziewczynce zapewnić fortunę”. Przegrał 8000 funtów, potem jednakże fortuna odmieniła się i do 7 rano następnego dnia wygrał 15 0000.
Hazard, a raczej ostentacyjne ryzyko i chęć popisu były elementem etosu europejskiej arystokracji. Tym bardziej interesujący jest fakt, w jaki sposób ten motyw XVIII-wiecznej kultury został przetworzony w metaforę społecznej degradacji w środowiskach kontestujących taki model życia. Potępienie pojawiło się w sztuce „The Gamester” pióra Edwarda Moore’a, dramaturga piszącego w mieszczańskim nurcie „domestic tragedy”. W 1760 r. angielski pierwowzór został przetłumaczony – i zmieniony w duchu moralizatorskiego sentymentalizmu – przez czołowego teoretyka dramatu mieszczańskiego, Denisa Diderota, który napisał sztukę „Le Jouer”, aż tak przegadaną, bombastyczną i nieteatralną, że żadna paryska scena nie zdecydowała się na jej wystawienie. Jej przekaz był jednak jasny: hazard jest moralną i społeczną chorobą, która niszczy gracza i jego bliskich. Jawna krytyka etosu arystokracji trwoniącej majątek przy stołach gry była nurtem kontestacji, który we Francji uzyskiwał swój wyraźny głos w drugiej połowie XVIII wieku. W Anglii należała do dyskursu „społeczeństwa otwartego”, którego elitarne zachowania współistniały już z miejskim, kupieckim i bogatym środowiskiem ludzi pieniądza, niestroniącym od integrowania się z elitą za pomocą wspólnej skłonności do ostentacyjnego hazardu, ale także – często głosami kobiet – wyrażającym krytykę rozrzutności.
Potępienie hazardu – praktyki jak najmniej zgodnej z duchem oświecenia, pozbawionej odniesień do zachowań „naturalnych” i rozumnych – dotknęła w szczególny sposób kobiety, które zaraziły się bakcylem gry. Moralistyka Diderota przełożyła się – w Anglii – na prasową kampanię, w której modne damy grające w faraona potępiano nie tylko za to, że trwonią fortuny – swoje i swoich mężów – ale przede wszystkim z powodu naruszania bariery przyzwoitości. Wystarczyło, że to mężczyźni oddają się hazardowi w przybytkach do tego przeznaczonych, a fakt, że kobiety brały się do trzymania faraonowego banku i czyniły to – poniekąd z konieczności – w prywatnych domach, rujnując zdaniem krytyków swoją reputację, uznawano już za pogranicze towarzyskiego tabu. Na wszystkich językach Londynu była księżna Devonshire, owładnięta pasją hazardu, stale zadłużona (w 1792 r. już na kwotę 62 000 funtów), która swoją stołeczną rezydencję zamieniła na dom gry. Prasa londyńska chętnie piętnowała damy-hazardzistki. Hazard uprawiany przez damy oświecenia stawał się elementem wielkiej kulturowej debaty – wielowiekowej już tradycji Frauenfrage – pytań zadawanych przez mężczyzn o granice kobiecej aktywności społecznej, o stopień ich zaangażowania w sferę uznawaną – nawet jeśli krytycznie – za domenę męską. Horacy Walpole, dobrze poinformowany czołowy plotkarz XVIII-wiecznej Anglii, przekazał relację o „typowym dniu” jednej z gwiazd tego towarzystwa, księżnej Gordon: „Słyszałem o jej dzienniku z ubiegłego poniedziałku. Najpierw udała się do opactwa, żeby posłuchać muzyki Handla, potem, przełażąc przez ławki udała się na proces Hastingsa w Izbie, po obiedzie poszła do teatru, potem na spotkanie u lady Lucan, potem do parku Ranelagh, skąd wróciła do stołu faraona u lady Hobart, wieczorem sama bal wydawała... a następnego dnia wyjechała do Szkocji. Herkules czwartej części jej prac by nie wykonał w takim czasie.”
O niezwykłej aktywności towarzyskiej – także karcianej – Jane Maxwell księżnej Gordon, szkockiej patriotki (nosiła zakazany wówczas tartan) i politycznej konserwatystki, tak pisał – 14 sierpnia 1790 r. – goszczący w Londynie amerykański dyplomata Gouverneur Morris: „Tego wieczoru koło 9 odwiedziłem księżnę Gordon.... Odmówiłem udziału w karcianej pańszczyźnie, zostałem na kolację, ale też nie jadłem, ani nie brałem udziału w rozmowie, bo obracała się głównie wokół tego kto jest, a kto nie szanowaną kobietą... Do domu wróciłem o drugiej, przekonany, że nie pasuję do modnych kręgów, bo grać nie będę, a rano szkoda mi czasu straconego tak późno”. Percepcja hazardu – zabawy elitarnej – rzutowała na postrzeganie arystokracji w kategoriach politycznej nieodpowiedzialności w jej relacji do państwa, tworzyła obraz potencjalnej korupcji i wywoływała skojarzenia odnoszące się do sfery kobiecej, miękkiej i podatnej na manipulacje. Dodajmy jednak – na koniec – że to w prywatnych domach „klasy średniej” w czasie damskich spotkań narodziła się nowa praktyka i próba „ucywilizowania hazardu”[3]. Miejsce „męskiej licytacji” o prestiż i fortuny zajął wymyślony w Anglii i od połowy XVIII stulecia bardzo już popularny wist, niewinna karciana gra towarzyska (dla czterech osób) przy której można było porozmawiać i spędzić czas w sposób przyzwoity (źródłosłów słowa whist nawiązywał do pojęć spokoju i rozwagi).
Przypisy:
[1] Fryderyk Schulz, Podróże Inflantczyka z Rygi do Warszawy i po Polsce w latach 1791-1793, przeł. J. I. Kraszewski, wstęp W. Zawadzki, Warszawa 1956, s.177 nn., Cudzoziemcy o Polsce. Relacje i opinie, wyb. i opr. J. Gintel, Kraków 1971, t.2, s.24.
[2] T.Kavanagh, The Libertine’s Bluff: Cards and Culture in Eighteenth Century France, Eighteenth Century Studies 33,2000, s.505-21. Por. tenże, Enlightenment and the Shadows of Chance: The Novel and the Culture of Gambling in Eighteenth-Century France, Baltimore 1993.
[3] Janet E. Mullin, „We had carding”: Hospitable Card Play and Polite Domestic Sociability among the Middling Sort in Eighteenth-Century Britain, Journal of Social history 42/2,2009, s.989-1008.